Dzieci lubią ciasteczka! My też, dlatego wykorzystujemy je do zapamiętywania informacji o tym, jak korzystasz z serwisu, żeby lepiej go do Ciebie dostosowywać.

Rozumiem. Zamknij!
Historia Filipa

Od Studenta do Wolontariusza

2020-07-02
Filip
Jednym ze sposobów na zostanie z Uniwersytetem Dzieci na dłużej jest dołączenie do Wolontariatu. A dla nas to ogromna radość i duma, gdy były już student sobotnich zajęć postanawia dalej poznawać świat nauki, tym razem w roli opiekuna młodszych edukacyjnych odkrywców. Tak zrobił nasz wrocławski Wolontariusz - Filip. Poznajcie jego historię z Uniwersytetem Dzieci.
Moja przygoda z Uniwersytetem Dzieci zaczęła się, gdy miałem 9 lat. Kolega z klasy zaproponował, żebym wraz z nim chodził na te zajęcia. Do dziś mam swój tekturowy indeks, leży teraz przede mną na biurku. A w nim wpisany pierwszy wykład: „Świat do góry nogami, czyli co peszy nietoperza?”, 25 września 2010 - jeden dzień przed moimi urodzinami.

Dziś, prawie 10 lat później, moja historia z UD wciąż trwa. Powiem więcej: im dłużej tu jestem, tym lepiej! Nie dość, że wciąż mogę uczęszczać na ciekawe zajęcia, to w dodatku posiadam przywilej przybijania pieczątek do indeksów - nic, tylko się cieszyć. 

Ale jak to jest być wolontariuszem? Co to nam daje? Czy cegły są niewidzialne w ciemności?
Przynajmniej na jedno pytanie jestem w stanie z miejsca odpowiedzieć: tak, są niewidzialne. ;) Co zaś się tyczy pozostałych zagadnień, nie jest to kwestia do rozwiązania jednym, prostym zdaniem. Wszak nie można dyplomatycznie stwierdzić, że „to nie ma tak że dobrze albo że niedobrze”. Bycie wolontariuszem to radość, ale też odpowiedzialność. Przywilej, ale również obowiązek. Dla mnie wolontariat to okazja do poznania świata, który nas otacza. Naprawdę przeżyłem szok, gdy po raz pierwszy miałem kontakt ze studentami Odkrywania, młodszymi ode mnie o ponad 10 lat. Okazuje się, że reprezentują oni zupełnie inne postrzeganie świata, priorytety, sposób myślenia. Rzecz z pozoru oczywista, z której przecież zdawałem sobie sprawę wcześniej, okazała się dla mnie sensacją. Każdy kierunek - od Odkrywania aż po Naukę do Kwadratu jest inny, a bycie wolontariuszem pozwala na obserwowanie różnic między dziećmi w odmiennym wieku. Doprawdy fascynującym jest fakt, jak wiele różni studenta Inspiracji i Tematów - a czasem dzieli ich tylko rok. Dostrzeżenie przepaści między dziećmi w różnym wieku i uświadomienie sobie, jak szybko się zmieniają, stało się jednym z najciekawszych odkryć, jakich tu dokonałem. 


A jak bycie Wolontariuszem wpływa na mnie? Co mi daje cotygodniowe chodzenie na zajęcia? Rzeczy raczej przyziemne - ale jak wspaniałe! Idąc na Wolontariat nie myślę o obowiązku przyjścia na miejsce o 8 rano, a o przywileju „dołożenia cegiełki” do jednego z filarów, na których opiera się nasz świat - edukacji. Świadomość odpowiedzialności za dzieci nie wyklucza radości wynikającej z brania udziału w zajęciach, wręcz przeciwnie - tylko potęguje satysfakcję z bycia Wolontariuszem. Można wręcz rzec, że czasem czuję się dumny wiedząc, iż to między innymi dzięki mnie i odpowiedzialności, jaką na sobie mam, zajęcia mogą w ogóle się odbywać. 

Zdawać by się mogło, jakoby pomaganie przy organizacji było męczące. Nic bardziej mylnego! Paradoksalnie, mimo, że czasem trzeba biegać, nosić i pilnować porządku przez długie godziny, Wolontariat pozwala mi odpocząć, odczuć spokój, którego tak mi brakuje - dlatego każda chwila tutaj jest bezcenna.

Ale bycie wolontariuszem to nie tylko zajęcia, to też możliwość pożartowania sobie z ośmiolatkiem, zagrania w kalambury z dyrektorem, czy nawet dyskusji z rektorem uczelni przy śniadaniu, słowem - ludzie! Kiedy stawiałem swoje pierwsze kroki we wrocławskim biurze, zachowywałem czujność. Wszyscy byli tacy mili, sympatyczni, uśmiechnięci. „To niemożliwe” - myślałem - „coś muszą ukrywać”. Minęło jednak już wiele miesięcy, a oni wciąż pozostają tak życzliwi i towarzyscy, jacy byli na początku. Albo mam więc do czynienia z naprawdę fantastycznymi ludźmi albo mistrzami konspiracji - jeden i drugi scenariusz jest świetny, a kto wie, może nawet oba są prawdziwe? Nic jednak lepiej nie zaświadczy tego, jak bardzo cenię sobie atmosferę biura i osoby, które ją tworzą, jak fakt, że przez prawie 1,5 roku aktywnego Wolontariatu tylko raz wyszedłem z biura przed jego zamknięciem, gdyż czekali już na mnie lekko zniecierpliwieni znajomi. Nie mogłem ich przecież zostawić…

Czy wolontariat ma jakieś negatywne strony?
Słyszałem, że tak. Z opowieści innych wolontariuszy wynika, że sporadycznie zdarzają się sytuacje nieprzyjemne czy trudne, jednak z ręką na sercu - tylko raz miałem taki przypadek. A wszystko skończyło się dobrze, jeszcze zanim zaczęło robić się źle. Zawsze możemy liczyć na pomoc - zarówno inni Wolontariusze, jak i kadra, gotowi są przybyć z odsieczą w każdej chwili, a, na szczęście, bardzo rzadko jest to konieczne.

Z dzisiejszej perspektywy nie dziwię się, że Wolontariat pochłonął mnie całkowicie - czy to w kontekście chodzenia na zajęcia, czy kolekcjonowania fundacyjnych gadżetów i kolorowych przypinek (to lepsze niż Pokemony!). Zacząłem niedawno, bo na początku 2019 roku, a dałem się wolontariackiej pasji porwać tak bardzo, że dziś, według naszej koordynatorki (a komu jak komu, ale jej ufam!), mam najwięcej godzin spędzonych na wolontariacie UD w Polsce na rok 2019/2020 - i jedyne czego żałuję, to tego, że nie mogłem być tam jeszcze więcej.

Pośród wszystkich chwil śmiechu i radości, do dziś najbardziej barwnym wspomnieniem z Wolontariatu jest mój pierwszy semestr, jako opiekun specjalizacji. Pamiętam, jak na rozpoczynających zajęciach odbyłem krótką rozmowę z pewną panią, która czekała na studentkę - rozmawialiśmy o tym, gdzie chcę iść na studia, i powiedziałem jej, że nie mam pomysłu. Kilka tygodni później, na ostatnim już seminarium z antropologii sądowej, ta sama osoba zobaczyła mnie na korytarzu, podeszła i zapytała, autentycznie mnie wzruszając: „I jak, zdecydował się już pan na jakiś kierunek studiów?”. Odniosłem wtedy wrażenie, że w pewien sposób Uniwersytet Dzieci jest jak rodzina. Rodzina z celem.