Dzieci lubią ciasteczka! My też, dlatego wykorzystujemy je do zapamiętywania informacji o tym, jak korzystasz z serwisu, żeby lepiej go do Ciebie dostosowywać.

Rozumiem. Zamknij!

Mateusz z Wrocławia opowiada o Wolontariacie na Uniwersytecie Dzieci!

2020-05-12
Mateusz
Wspominaliśmy już, że wśród naszych Wolontariuszy znajdziecie urodzonych żartownisi? Zdecydowanie jednym z nich jest Mateusz - Wolontariusz Uniwersytetu Dzieci we Wrocławiu. Zapraszamy do lektury jego eseju!

Jak to jest być Wolontariuszem Uniwersytetu Dzieci?

A nawet, dobrze, nie narzekam... ;) Karmią nas, a jedzenie podobno jest smaczne - sam często pomagam je przygotować. Zawsze są jakieś okazje do spotkań, a w Tłusty Czwartek czekają pączki.

Jeśli chodzi o naszą pomoc na warsztatach bądź wykładach, to mamy sporą dowolność. Chociaż jednocześnie jest to takie jajko Kinder niespodzianka. Gdy zapisujemy się na zajęcia, znamy tylko ich tytuł, nic więcej. O ile nie byliśmy na nich już wcześniej, możemy się jedynie domyślać, co nas czeka. To, za co będziemy odpowiedzialni, wychodzi „w praniu", wszystko zależy od prowadzących i dzieci. A każde dziecko to inna historia… Raz pamiętam, gdy byłem na recepcji, podchodzi do mnie dziewczynka z kierunku Inspiracje i mówi: „Chciałabym mieć, takie włosy jak Pan." Nigdy nie wiadomo, jak się na takie rzeczy przygotować.

Najbardziej się pamięta te pierwsze warsztaty. Moimi było Aktorstwo na jednej z Uczelni Wrocławskich. Zajęcia się zaczęły. Studenci już w sali, a ja wracam z recepcji. Po cichu otwieram drzwi i niczym komandos zakradam się na jej drugi koniec do upatrzonego krzesła. WIELKĄ PRZESZKODĄ okazał się stół. Przez swoją niezdarność wylałem Monstera (napój) prowadzącego, na jego (prowadzącego) telefon. Oczywiście szybko zneutralizowałem skutki swojej „wpadki”. Na szczęście Prowadzący te zajęcia, tak jak zresztą większość wykładowców, był bardzo dobrym i wyluzowanym człowiekiem. Podczas przerwy przed warsztatami następnej grupy, żartował o całym zajściu. Podczas zajęć dla kolejnych studentów (te same warsztaty) zdarzyła się jeszcze jedna sytuacja, którą zapamiętałem. W trakcie zabawy integracyjnej jeden z chłopców nagle upadł na kolana, mówiąc: „Ja już nie chcę być Franek!". Wtedy inny mały student zamienił z nim się swoją plakietką, dodając: „Teraz jesteś Stasiek, a ja Franek." Dzieci tak łatwo potrafią wybrnąć z wielu sytuacji… ;) 

Z późniejszych zabawnych zdarzeń, pamiętam to z listopada. Na dworze pierwsze przymrozki, więc nasze strzałki - drogowskazy dla rodziców i studentów, kierujące ich do odpowiednich budynków i sal zajęciowych - nie trzymały się powierzchni, do których były przytwierdzone. Trzeba więc było co chwilę sprawdzać czy strzałka się trzyma na dworze. Wychodzę. Rozglądam się, ale nigdzie jednej nie ma. Ponownie się rozglądam i nagle zauważam, jak w autobusie zamykają się drzwi (przystanek był obok, jakieś 5-10 metrów). A tam w pojeździe - zagubiona strzałka. Skubana wycieczkę sobie zrobiła.

W każdą sobotę, po zajęciach, spotykamy się w biurze, gdzie wymieniamy się doświadczeniem i dyskutujemy o tym, co podczas kolejnych zajęć trzeba zmienić. Zazwyczaj czeka tam na nas poczęstunek, na przykład tosty. Ostatnio, specjalnością Dzielnej Koordynatorki M. stały się także gofry, które dość często witały nas - Wolontariuszy.

Oprócz sobotnich integracji w biurze, organizujemy własne spotkania Wolontariuszy, Opiekunów czy Super Opiekunów Uniwersytetu Dzieci. To okazja nie tylko do mniej oficjalnych rozmów czy planowania większych wydarzeń Wolontariatu (np. zakończenia roku), ale także do... „podchomikowania” Fundacyjnych gadżetów, przypinek czy koszulek. Oczywiście za zgodą Koordynatorek Wolontariatu!

Podsumowując tą krótką „spowiedź”, Uniwersytet Dzieci jest dobrym miejscem do stawiania pierwszych kroków w roli Wolontariusza. Łatwo tutaj i pomocną dłoń, można się rozwijać, tylko… trzeba szybko zaklepać sobie miejsce na wymarzonych zajęciach! :)