Jeszcze tylko załadować zmywarkę, dopisać masło do listy zakupów i… Patrzysz w kąt kuchni, a pod stołem krząta się twoje dziecko. Co ono robi? Pewnie zaraz coś wykombinuje – myślisz. Ręce ociekają wodą i czekasz, by przyłapać malucha na psotach. Dziecko podnosi coś z podłogi i niesie do ciebie. Marszczy brwi i pyta: Skąd to się wzięło?
Na jego ciemnych dresowych spodenkach dostrzegasz drobinki po śniadaniu i gotowaniu (bynajmniej nie tylko z dzisiaj), wymiecione spod stołu. Postanawiasz w głowie, że o te rejony podłogi trzeba bardziej zadbać podczas kolejnego sprzątania. Wciąż widzisz pytające oczy i rzucasz, że to jakiś okruch albo łupinka po jajku. Wracasz do mycia naczyń.
Dla dorosłego – codzienność.
Dla dziecka – pytanie, zagadka na miarę NASA, początek wielkiej naukowej przygody.