Dziecięca ciekawość jest ważna!
Jak często pozwalamy na to dzieciom i… samym sobie?
Popęd ku uczeniu się, jak możemy rozumieć ciekawość, jest z nami na pewno od urodzenia, a nawet i wcześniej. Dzieci są wyposażone w cały repertuar możliwości, które pozwalają chłonąć im wiedzę o świecie od wczesnych tygodni życia. Już wtedy uczą się jak ssać, poruszać się i oddychać, zapamiętują nawet dźwięki, co pozwala im rozpoznawać po narodzinach głos swojej mamy, a nawet słyszane spod powłok jej brzucha czytanki. Jak wiemy wraz z kolejnymi miesiącami i latami paleta zdolności i możliwości badania świata przez dziecko powiększa się w niebywałym tempie i nawet zanim jeszcze pojawią się pierwsze słowa, dziecko używa gestów i dźwięków do ukierunkowanego poszukiwania informacji o świecie od otaczających go osób. Pyta więc spojrzeniem i wskazaniem paluszka, pyta błyskiem w oku i głośnym „ooo” na widok fascynującego obiektu, pyta po raz piętnasty, wskazując na to samo, „a co to?”, a my zwykle z naturalną gotowością pokazujemy, nazywamy i odpowiadamy.
Jaka szkoda, że często wraz z przekroczeniem progu szkoły, te setki pytań zaczynają być niemile widziane, a od ucznia zaczynamy oczekiwać słuchania, realizowania poleceń i odpowiadania na pytania, które prawdopodobnie akurat dla niego wcale nie są w tym momencie interesujące… A to właśnie ciekawość, a nie np. reklamowana przez specjalistów od oświaty zdolność koncentracji uwagi, okazuje się być bardziej znacząca dla upragnionych w systemie edukacji osiągnięć i postępów w nauce. Według badaczy ciekawość może stanowić swojego rodzaju reflektor naturalnie kierujący uwagę na te fragmenty rzeczywistości, które zawierają optymalny „ładunek informacji” w danym momencie, czyli nie są dla nas ani zbyt proste i oczywiste, ani zbyt złożone i trudne. To właśnie takie informacje najlepiej kodujemy, czyli zapamiętujemy, i jesteśmy najskuteczniejsi w ich wykorzystywaniu.